Chemia w survivalu

Na wstępie tego artykułu chciałbym zaznaczyć, iż przede wszystkim nie jestem chemikiem oraz nie posiadam wykształcenia w tym zakresie poza oczywiście szkolną chemią.
Tym samym nie ponoszę odpowiedzialności za to co jest poniżej napisane i w późniejszym czasie wykorzystane przez czytelnika, nie mniej jednak informacje, które zawrę są niejednokrotnie przeze mnie wykorzystywane z powodzeniem.

   Prawda jest taka, że nigdy nie interesowałem się chemią, najczęściej mnie nudziła i najzwyczajniej w świecie nie rozumiałem jej do końca.
Nie wiem czy wynika to z tego, że moi nauczyciele chemii nie potrafił zainteresować mnie tym tematem, a może faktu, iż moja matka była nauczycielką chemii 🙂
Myślę jednak, że powód jest prozaiczny, a mianowicie związany z moim lenistwem oraz faktem, że jako młody człowiek zwyczajnie miałem inne rzeczy w głowie w tamtym okresie.

   Tak naprawdę chemią zainteresowałem się dopiero jako dorosły człowiek w chwili kiedy zacząłem wdrażać się w survival, przetrwanie czy jakkolwiek inaczej to nazwiemy.
Przełom nastąpił w dniu kiedy czytając książkę jedną z wielu ( zresztą marnej treści) na temat jakieś tam wyimaginowanej apokalipsy gdzie to ludzie oczywiście organizowali się w grupy i… w życiu nie zgadniecie, naparzali się między sobą… dodatkowo jeszcze były jakieś paskudne potwory typu zombie na które nie było mocnych i jeden z bohaterów wymyślił, że je uśpi aby móc je “zneutralizować”. Postanowił je uśpić eterem jednak ze względu na czasy w których przyszło im działać musiał sam ten eter wyprodukować. A więc poszedł do kuchni i wyjął z szafki wybielacz i aceton. Wymieszał i po jakimś czasie miał eter którym udało się zrealizować plan i boom! moja głowa eksplodowała 🙂

Był to dzień w którym inaczej spojrzałem na chemię.

Najprostszym wyjaśnieniem tego o czym wcześniej pisałem jest retrospekcja mojego pobytu w szkolnej ławce próbującego zrozumieć to co nauczyciel do mnie mówi, a więc… “aby otrzymać węglan magnezu należy połączyć siarczan magnezu  z węglanem sodu”… no i ? a kogo to obchodzi?
Tymczasem w realnym świecie temat jest bardzo ciekawy i interesujący.
Pojawia się teraz pytanie dlaczego akurat węglan magnezu? 

Chociażby dlatego, że dosłownie kilka dni temu w trakcie rozmowy na naszym czacie Zello pojawił się wątek profilaktyki dbania o stopy w trakcie wędrówek.
W sytuacjach awaryjnych stopy są jedną z najważniejszych rzeczy o które musimy zadbać. Został podany przykład zabezpieczenia stóp poprzez “pudrowanie” tzw. magnezją stosowaną między innymi przy wspinaczce skałkowej tudzież przy podnoszeniu ciężarów.
Dlatego teraz podam dużo ciekawszy przekaz wyprodukowania sobie takiej magnezji samodzielnie, co ciekawe, z produktów które najprawdopodobniej masz w domu.
Tzw. magnezja stosowana we wspinaczce jest to węglan magnezu, której wzór chemiczny to MgCO3 i można ją między innymi otrzymać w prosty sposób poprzez rozpuszczenie dwóch łyżek soli Epsom (MgSO4) w 250ml wody destylowanej następnie w drugim słoiku również w 250ml wody destylowanej rozpuszczamy węglan sodu tzw. sodę kalcynowaną używaną z reguły w detergentach, jako środek do prania, lekarstwo na zgagę itd.
Po całkowitym rozpuszczeniu się roztworów wlewamy jeden do drugiego i nagle magicznie wytrąca nam się węglan magnezu tworząc gęsty biały osad we wcześniej przezroczystych roztworach. i to wszystko 🙂
Należy jeszcze zwyczajnie odfiltrować (jak kawę ) przez filtr do tejże kawy, przelać wodą destylowaną aby wypłukać dokładnie tworzący się jednocześnie w tej reakcji siarczan sodu i taki już odcedzony osad postawić do całkowitego wyschnięcia.

Węglan sodu
Ok, a skąd mam wziąć węglan sodu (sodę kalcynowaną)?
No zgadza się, nie każdy ją musi mieć w domu, ale nic straconego.
Większe prawdopodobieństwo jest, że posiadacie sodę oczyszczoną czyli wodorowęglan sodu, który ma wg mnie miliony zastosowań o których jeszcze nie raz tu wspomnę.
Dobrze, załóżmy, iż mamy sodę oczyszczoną i co teraz?
Teraz możemy wyjąć z piekarnika brytfankę i rozsypać na niej sodę oczyszczoną, równomiernie rozprowadzając ją po powierzchni, a następnie wkładamy wszystko do piekarnika na ok 1 godzinę  ustawiając temperaturę 200 stopni.
Dobrze jest przemieszać co 15 minut. I w zasadzie to wszystko 🙂
Pozostawiamy w piekarniku do ostygnięcia i szybko przesypujemy do szczelnego pojemnika z racji dużej higroskopijności węglanu sodu (chłonięcia wilgoci z otoczenia)
   Jeśli jesteśmy w terenie wcale nie oznacza to, że nie możemy wykonać takiej operacji.
Możemy to wykonać również w garnku na ogniu mieszając co chwilę, a przy okazji będziemy mogli obserwować niewielkie wulkany wyrzucające dwutlenek węgla oraz zaobserwujemy tzw. brylowanie się sody gdyż w ten sposób wydziela się również z niej woda odparowując.
Można by rzec i nie raz słyszałem, że jestem maniakiem sody oczyszczonej 🙂,
ale wbrew pozorom możliwości jakie ona daje jest naprawdę całkiem imponująca.

Węglan sodu


Soda oczyszczona i sposoby jej wykorzystywania, zaznaczam, przeze mnie.
Przede wszystkim jest ona zasadowa co może się przydać w razie np. jako neutralizacja ukąszeń owadów poprzez zrobienie pasty z odrobiną wody i nałożenie na miejsce użądlenia.
Nie raz zdarzało mi się myć zęby sodą gdy np. zapomniałem pasty do zębów.
Bardzo często wykorzystuję ją jako katalizator podczas naprawy jakichś uszkodzonych plastików gdzie w połączeniu z superglue (cyjanopan) tworzy natychmiast twardą warstwę , którą można nawet wiercić choć jako katalizator świetnie nadaje się również alkohol izopropylowy.

Czasem również zdarzyć się może zgaga lub wzdęcia i choć jest to doraźny sposób, a nie permanentne zastosowanie można rozpuścić sodę oczyszczoną ok ¼ łyżeczki w szklance wody i wypić, z reguły pomaga to pozbyć się problemu. Niektórzy ludzie używają w ten sposób sodę celem neutralizacji tzw. zakwaszenia mięśni po intensywnym treningu “nowicjusza”, a akurat w sytuacji ewentualnej ewakuacji takich nowicjuszy może być wielu.
Musimy też pamiętać, że soda jest zasadowa, a co za tym idzie ma możliwość neutralizacji kwasów i świadomość tego może się kiedyś przydać w sytuacji awaryjnej.
Dość może na razie o sodzie choć można by pewnie bez końca mówić o jej zastosowaniach.
Reasumując jest to mój nr jeden jeśli chodzi o produkt chemiczny przydatny do naszych zastosowań

Nadmanganian potasu
Pomijając kwestię sterylizacji wody i odkażania ran, działa jako silny utleniacz, może rozpalić ogień, ponieważ w połączeniu z gliceryną ulega samozapłonowi. Można go również wymieszać z cukrem i poprzez potarcie np. kawałkiem suchego drewna zainicjować samozapłon co następuje dość szybko.

Nadmanganian potasu


Węgiel aktywny
Chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć zastosowań węgla aktywnego w filtracji wody i powietrza. Jest to przecież główny a często jedyny wkład w naszych filtrach do wody i często w filtrach masek gazowych.
Węgiel posiada jednak inne zastosowania przydatne nam w naszych zasobach.
Węgiel przede wszystkim nie jest absorbowany do naszego organizmu i zwyczajnie przechodzi on przez nasz układ pokarmowy zbierając ze sobą wszelkie toksyny i poprzez wydalenie go oczyszczamy nasz organizm.
W sytuacjach awaryjnych przecież może się zdarzyć, że zjemy coś co nam zaszkodzi.
Mało tego, nawet podczas ewentualnej choroby ja osobiście używam go aby pozbyć się toksyn z organizmu z dużymi sukcesami.
Dobrze jednak wiedzieć, że węgiel drzewny jest prekursorem węgla aktywnego i choć ma w sobie zdecydowanie mniej miejsca na przyjęcie toksyn to jednak spełnia taką samą funkcję.
   Idąc dalej dobrze jest wiedzieć iż możemy sobie sami wykonać węgiel drzewny używając kilku gałęzi drzew liściastych rozdrobnionych na jak najmniejsze kawałki i włożonych do zamykanej puszki. W wieczku puszki należy tylko zrobić niewielki otwór np gwoździem aby podczasy pyrolizy gazy mogły się wydostawać.
Taką puszkę następnie wkładamy np do ogniska i odczekujemy aż gazy z otworu przestaną się ulatniać. Po ostygnięciu wewnątrz znajdziemy zwęglone drewno które właśnie stało się węglem drzewnym i możemy je zacząć używać.

Węgiel aktywny


Octan sodu
Octan sodu nie jest niezbędnikiem dla naszych zastosowań jednak posiada ciekawą właściwość a mianowicie stężony roztwór octanu sodu w wodzie poprzez mechaniczne pobudzenie krystalizuje się wytwarzając przy tym sporą temperaturę co nazywane jest w chemii reakcją egzotermiczną.
Octan sodu jest stosowany w chemicznych ogrzewaczach do rąk, które każdy z Was pewnie kiedyś używał.
Posiadając octan sodu lub wytwarzając go samodzielnie przy pomocy (zgadnijcie czego ?… 🙂 no tak sody oczyszczonej i octu) możemy samodzielnie wykonać taki ogrzewacz do rąk.
Nie jest to proces gwarantujący idealnie działający ogrzewacz gdyż liczy się tutaj precyzyjne dobranie proporcji ale najprościej rzecz ujmując do wody wsypujemy octan sodu i gotujemy go do momentu aż zaczną się na powierzchni tworzyć delikatne kryształki.
Ten moment oznacza iż roztwór jest już nasycony i może być używany do krystalizacji dającej nam ciepło.
Roztwór taki możemy wlać sobie do buteleczki szklanej lub jakiegoś pojemniczka (ja np używałem w torebkach po musie owocowym dla dzieci) i pozostawić do ostygnięcia.
Uruchomienie reakcji krystalizacji wymaga czasem silniejszego wstrząśnięcia, dotknięcia palcem roztworu lub wrzucenia kryształku wcześniej skrystalizowanego octanu.
Czas działania takiego ogrzewacza nie jest zbyt długi bo ok 25-30 min ale ma on możliwość ponownego wykorzystania poprzez wrzucenie do wrzącej wody aby ponownie powrócił do formy płynnej stąd też buteleczka szklana lub taki wytrzymały na temperaturę woreczek po musie świetnie się sprawdzają.

Grafit
Grafit ma bardzo ciekawe nietypowe zastosowanie a mianowicie po połączeniu go z szkłem wodnym dostępnym w praktycznie każdym markecie budowlanym tworzy coś w rodzaju farby grafitowej a zastosowanie jej jest dość duże.
Zaczynałem od takiej farby bawiąc się w miedziowanie różnych elementów np liście, plastikowe figurki.
Proces galwanizacji polecam zgłębić osobno ponieważ jest to bardzo obszerny temat.
Inne ostatnio odkryte przeze mnie zastosowanie takiej farby to tzw grzejniki grafitowe potocznie znane jako promienniki podczerwieni wykorzystywane w ogrzewaniu podłogowym, sufitowym czy ściennym.
Jeśli ktoś ma zacięcie majsterkowicza jest w stanie wyprodukować sobie samodzielnie takie grzejniki jednak trzeba mieć przynajmniej podstawową wiedzę elektryczną aby rozpocząć przygodę w tym zakresie.
Inną ciekawą funkcją może być ekranowanie urządzeń elektronicznych gdyż sama już farba jako materiał przewodzący prąd jest w stanie ekranować obudowę plastikową a po np miedziowaniu właściwości ekranujące znacznie się poprawiają.
Można w ten sposób również tworzyć własne boxy ekranujące (siatki faradaya) chroniące np przed impulsem elektromagnetycznym tworząc przykładowo plastikowe walizki w których przetrzymujemy nasz sprzęt elektroniczny np radia, pendriv’y czy dyski.

Biodiesel
Biodiesel jest wytwarzany z olejów roślinnych takich jak olej rzepakowy (najlepsze parametry) ale i z innych olejów roślinnych np. słonecznikowy, sojowy. Do produkcji można też wykorzystać olej zużyty np. z frytkownic po wcześniejszym przefiltrowaniu. Proces produkcji jest stosunkowo prosty o ile posiadamy olej roślinny i nie musimy go pozyskiwać z roślin.

Potrzebne składniki
1. 500ml oleju rzepakowego
2. 100ml alkohol etylowy lub metylowy
3. Wodorotlenek potasu (KOH) 3.5 gram lub wodorotlenek sodu (NaOH) 2.8 gram

Odmierzamy 500ml oleju i wlewamy go do garnka na lekkim ogniu aż osiągnie temperaturę 55 stopni Celsjusza W trakcie rozgrzewania oleju odmierzamy 100ml alkoholu etylowego i 2.8 gram wodorotlenku sodu i mieszamy ze sobą aż całość się rozpuści co zajmie ok 10-15 min.
Gdy olej osiągnie temperaturę 55 wlewamy go do słoika i dodajemy do niego zmieszane ze sobą alkohol i wodorotlenek sodu. Zakręcamy dokładnie słoik i mieszamy energicznie wstrząsając ok 5 min. Co jakiś czas odkręcamy nakrętkę by wypuścić zgromadzone gazy. Po wymieszaniu odstawiamy słoik na ok 24h. Po tym czasie zaobserwujemy że w słoiku powstały dwie warstwy. Dolna ciemniejsza brązowawa (gliceryna) i górna jaśniejsza żółtawa (biodiesel). Zlewamy delikatnie górną warstwę unikając zmieszania z gliceryną i odstawiamy. Po kilku dniach kolor biodiesla zmieni się z matowego żółtawego na przejrzysty prawie bezbarwny co oznacza iż jest on gotowy do użytku jako paliwo.
Oczywiście opłacalność i legalność jest poza moim zakresem wiedzy jednak myślę, że warto znać proces tworzenia biodiesla kiedy pojawią się zombie 😀

Wodorotlenek sodu jest substancją niebezpieczną gdyż jest on silnie zasadowy i należy zastosować wszystkie możliwe środki chroniące skórę i oczy.
Ciekawostką jest fakt iż wodorotlenek sodu możemy znaleźć w naszych domowych kretach do udrażniania kanalizacji choć jest on wymieszany z drobinkami aluminium aby reakcja oczyszczania miała miejsce jednak w razie potrzeby można przez jakieś sito przesiać drobinki aluminium i zachować czysty wodorotlenek sodu.

Mydło
Innym zastosowaniem wodorotlenku sodu jest wytworzenie samodzielnie mydła.
Mydło można wykonać z dowolnego tłuszczu czy to roślinnego czy zwierzęcego oraz wodorotlenku potasu (KOH) lub wodorotlenku sodu (NaOH). W zależności od użytego wodorotlenku mydło może mieć konsystencję rzadkiej pasty lub twardej jak zwykłe mydło konsystencji. Można też wykonać mydło bezpośrednio z tłuszczu i popiołu.

Procedura wykonania mydła z oleju i wodorotlenku sodu.

Bardzo ważne !!!
Uwaga !
Wodorotlenek sodu rozpuszczony w wodzie (ług) jest bardzo niebezpieczny i należy bardzo uważać aby nie chlapnął na skórę lub w oczy, dlatego koniecznie należy używać rękawiczek lateksowych i odpowiedniej odzieży chroniącej ciało. Oczywiście jeśli już chlapnie nam na skórę należy szybko spłukać wodą. Najważniejsze jest jednak aby stosować okulary, gdyż nawet odrobina ługu która dostanie się do oka może nas oślepić.

Składniki:
Olej roślinny np. oliwa z oliwek 300 gram
Woda destylowana 116 gram
Sól kuchenna 1 łyżeczka
Wodorotlenek sodu 39 gram

Do naczynia wlewamy wodę destylowaną i wsypujemy do niej sól. Następnie mieszamy aż sól się rozpuści po czym dodajemy do tej mieszaniny wodorotlenek sodu i również mieszamy aż się całkowicie rozpuści. Oliwę lub olej podgrzewamy aż osiągnie temperaturę ok 63-65 stopni Celsjusza. Jeśli osiągniemy temperaturę powoli dodajemy do oleju ług mieszając. Mieszamy bardzo energicznie miksturę (najlepiej blenderem) aż zgęstnieje do konsystencji podobnej do budyniu tuż po jego zagotowaniu. Ten proces jest dość długi i wymaga cierpliwości. Gotową miksturę wlewamy np. do butelki po mleku co pozwoli po stwardnieniu mydła uzyskać łatwy do pocięcia na plastry wałek. Po wlaniu mikstury do butelki owijamy ją szmatką i odstawiamy w miejsce gdzie panuje pokojowa temperatura na ok 48 godzin. Po tym czasie upewniamy się czy mydło stwardniało i jeśli tak to rozcinamy plastik butelki i kroimy kawałki mydła ( krążki ) według uznania i późniejszej wygody używania. Mydło takie powinno bardzo długo ( około roku ) leżakować aby było wygodne w użyciu choć już po jego stwardnieniu teoretycznie posiada swoje właściwości mydlące jednak nie zaleca się takiego świeżego mydła do mycia oczu ( śladowe ilości nieprzereagowanego wodorotlenku sodu) 


Polecana literatura
Osobiście uwielbiam stare wydania gdzie przekaz informacji jest jak najbardziej skierowany do zwykłej osoby a nie naukowca.

  • Preparatyka nieorganiczna             – Supniewski Janusz
  • Galwanotechnika domowa             – Stefan Sękowski
  • Ciekawe doświadczenia 1              – Stefan Sękowski
  • Ciekawe doświadczenia 2              – Stefan Sękowski
  • Efektowna chemia                          – Stefan Sękowski
  • Moje laboratorium część 1              – Stefan Sękowski
  • Moje laboratorium części 2             – Stefan Sękowski
  • Pierwiastki w moim laboratorium    – Stefan Sękowski
  • Na wszystko jest rada                     – Stefan sękowski
  • Elektrochemia domowa                  – Stefan Sękowski
  • Chemia na co dzień                        – Stefan Sękowski
  • Świat tworzyw sztucznych              – Stefan Sękowski
  • Efektowna chemia                          – Stefan Sękowski
  • Chemia dla kolekcjonera amatora  – Stefan i Aleksandra Sękowscy
  • Elementarz chemii organicznej       – Stefan Sękowski
  • Domowe laboratorium naukowe     – Windell Oskay, Raymond Barrett

Literatura anglojęzyczna

  • The golden book of chemistry experiments  – Robert Brent